6 lut 2013

Dragon's breath: Wszystko zostaje w rodzinie, Anna Musioł


Tytuł: Dragon's brath: Wszystko zostaje w rodzinie
Autor: Anna Musioł
Wydawnictwo: Warszawska Firma Wydawnicza
Data wydania: sierpień 2012 r.
Ilość stron: 176
Moja ocena: 1/6


Debiuty literackie to ciężki temat dla recenzenta, gdyż często dochodzi do rozdźwięku między dobrym sercem i zdrowym rozsądkiem: dobre serce podpowiada, by książkę pochwalić, dodać autorowi skrzydeł, a rozsądek krzyczy o recenzencką szczerość i brak wszelakich sentymentów. Przy Dragon’s Breath: Wszystko zostaje w rodzinie, debiutanckiej powieści Anny Musioł, nie musiałam się długo zastanawiać nad tym, jaką taktykę obrać. Już pierwsze strony pokazały mi, z czym tak naprawę mam do czynienia, i nie zawaham się przed powiedzeniem wam nagiej prawdy o tym dziele.



Dla tych, co blurbów nie czytają: Daphne Prescott (swoją drogą, skąd u autorów piszących w naszym ojczystym języku zamiłowanie do pretensjonalnych angielskich/hamerykańskich imion?) posiada dar widzenia przyszłości ludzi, którzy w danym momencie ją mijają. Dar ten objawia się tylko dzięki promieniom słonecznym, dlatego też nasza bohaterka preferuje godziny nocne. Oczywiście jest też zabójczo (i nieszczęśliwie) zakochana w pewnym szkolnym koledze, a za jedyne wsparcie służy jej koleżanka, z którą w ramach buntu wypalają kolejne paczki papierosów (w końcu jakże inaczej może się buntować nastolatka?). Pewnego pięknego dnia Daphne doświadcza wizji, w której obiekt jej westchnień znajduje się w centrum złowrogich wydarzeń. Przerażona, postanawia przeciwdziałać nieuchronnej przyszłości, jednak pojawiają się ludzie, którzy uparcie usiłują jej w tym przeszkodzić. Zaczyna się wyścig między złymi, a tymi potencjalnie dobrymi, pełen (niemal) magicznych zwrotów akcji i nieprawdopodobnych zbiegów okoliczności. Dodatkowo w życiu Daphne pojawi się drugi mężczyzna: tajemniczy i złowieszczy jak diabli, posiadający niesamowitą moc przyciągania niewinnych dziewcząt. Krótko mówiąc: oto przed wami paranormal pełną gębą, z wszystkimi niezbędnymi elementami (szaraczek obdarzony mocą, złowroga organizacja chcąca przejąć władzę nad światem i, oczywiście, niezbędny miłosny trójkąt, w którego centrum znajduje się klasyczna ciamajda).

Fabuła nie powala na kolana - z podobnymi historiami mamy często do czynienia, stanowią one niemal nieodłączny element kiepskich romansów o zabarwieniu nadprzyrodzonym. Ale w tym wypadku wtórna fabuła i losowe przydzielenie umiejętności głównym bohaterom to nic, w porównaniu z tym jak książka została napisana. A napisana została wyjątkowo nieudolnie. Chaotyczne dialogi i często patetyczny do bólu styl Daphne można by było przełknąć. Czasem nastolatki targane uczuciami mają dziwne zamiłowanie do przesadzonych wypowiedzi, przy których ból młodego Wertera zdaje się być zwykłym płaczem nad skaleczonym palcem - to jeszcze potrafię zrozumieć. Sama miałam kiedyś naście lat, byłam pierwszy raz zakochana, tak na zabój i w dodatku nieszczęśliwie (szkoda, że nie była to era Internetu i fanfików, na pewno wydałabym książkę i zbiła miliony…). Ale jak naiwność głównej bohaterki i jej chwilami żałosny styl potrafię zrozumieć czy wytłumaczyć, tak styl, w jakim napisana została cała książka… To już na pobłażliwość nie zasługuje i stanowi jednocześnie gwóźdź do trumny Anny Musioł.

Często podczas czytania recenzji kolegów czy też koleżanek po fachu spotykam się z fragmentami poświęconymi tłumaczeniu/redakcji/korekcie. I zawsze wydawało mi się, że to zwykłe czepianie się, szukanie na siłę słabych elementów w książce. W końcu jeśli powieść jest świetna, to co komu szkodzi kilka źle postawionych przecinków? Toż to szczegół, który nic nie znaczy podczas czytania. Tak myślałam, ale Dragon’s breath diametralnie zmienił moje podejście do tego jakże ważnego elementu książki, jako całości. Jeszcze nigdy nie zdarzyło mi się bym chwyciła za ołówek i zaznaczała zdania napisane tak chaotycznie, że jedynie dobre chęci i wyłączenie logicznego myślenia pozwoliły mi na zrozumienie ich sensu. Źle postawione przecinki, całkowity brak przecinków, złe używanie klasycznych zwrotów, bałagan w dialogach… Można by zacząć przytaczać cytaty, ale skończyłoby się na tym, że musiałabym przekopiować wam ponad pół tej skromnej książeczki. Co najdziwniejsze, w kilku dostępnych w sieci opiniach o Dragons’s breath spotykamy się z twierdzeniem, że styl autorki jest bardzo przystępny i powieść czyta się bardzo… łatwo. I to przeraża najbardziej, bo jeśli najeżony błędami interpunkcyjnymi i stylistycznymi twór, chcący mianować się „książką”, zyskuje taki przyklask, to znaczy że nasza rodzima literatura zmierza z zdecydowanie złą stronę. Można zrozumieć czytelników aprobujących nudną/wtórną/słabą fabułę: czasem dobrze jest przeczytać coś, co zwalnia od myślenia. Ale źle się dzieje, gdy „literatura” (cudzysłów zamierzony…) zamiast tylko zwalniać od myślenia uczy także złych nawyków językowych.

Jak zatem podsumować dzieło Anny Musioł? Niestety, ciężko o inne słowa jak - nieudana próba przeniesienia snu o książce na zadrukowane kartki. Może gdyby Dragon’s Breath przeszedł normalną drogę „od manuskryptu do druku”, to otrzymalibyśmy paranormal. Słaby, ale przynajmniej napisany w miarę poprawnie. A tak dostajemy książeczkę z miałką treścią opisaną totalnie kiepskim polZkim językiem. A szkoda, bo dobra redakcja mogłaby uczynić z tego dzieła znośne czytadło, zamiast totalnej porażki pt.: „fanfik w wersji drukowanej”…

Recenzja napisana dla portalu Unreal-Fantasy  :)
(standardowo - kliknięcie w obrazek przeniesie was do odpowiedniego artykułu) :)

Unreal  Fantasy - Serwis Fantasy : Gry RPG, cRPG, Twórczość