16 lis 2012

Przypadek Morrowa, Tomasz Jacek Graczykowski


Tytuł: Przypadek Morrowa
Autor: Tomasz Jacek Graczykowski
Wydawnictwo: Novae Res
Data wydania: 2012
Ilość stron: 330
Moja ocena: 1/6

Zazwyczaj unikam książek pisanych przez naszych rodzimych autorów, gdyż poza kilkoma sprawdzonymi nazwiskami nie znajduję w polskiej literaturze tego "czegoś", co sprawia że książka zyskuje miano wybitnej. Jednak ostatnio udało mi się trafić na kilka naprawdę świetnych książek, i idąc za ciosem postanowiłam dać szansę debiutującemu na rynku Tomaszowi Graczykowskiemu. I tutaj zaczynają się schody: z jednej strony cieszy fakt, że ludzie wciąż chcą pisać, i że są wydawnictwa, pomagające debiutantom zaistnieć na rynku. Gorzej, gdy "debiut" okazuje się przedwczesny i w nasze ręce trafia dzieło słabe w większej części po prostu rozczarowujące. 

Ale od początku: pewnego pięknego dnia, tfu! wieczoru Thomas Morrow znajduje na trawniku przed swym domem ranną dziewczynę. Gdy ta umiera Thomas pędzi do domu i dzwoni na policję,jednak gdy policja przyjeżdża po dziewczynie nie ma już ani śladu. Od tej pory życie naszego bohatera pełne będzie tajemniczych wydarzeń, wiadomości od anonimowego prześladowcy i widma pewnego seryjnego mordercy. Zagubienie chłopaka potęgowane będzie niemal całkowitym brakiem wsparcia ze strony zapijaczonego ojca czy nieco zwichrowanych kolegów. Jedynie siostra wydaje się wierzyć bohaterowi, ale jej możliwości pomocy są bardzo ograniczone,chociażby z powodu jej choroby: nadwrażliwości na promienie słoneczne. Czy i jak Morrow wyrwie się z pętli tajemniczych wydarzeń: tego nie zdradzę, ale szczerze mówiąc, nie macie się co głowić nad zakończeniem. Już w połowie historii spokojnie odgadniecie kto jest tym złym, jedynie wyjaśnienie motywów prześladowcy Morrowa może nieco zaskoczyć. 

Rzadko piszę takie słowa, ale książka Graczykowskiego mi się nie podobała, choć podczas lektury usilnie próbowałam znaleźć coś, co mnie do niej przekona. Atmosfera małego amerykańskiego miasteczka, którą tak lubię w powieściach Kinga, tutaj pozbawiona była realizmu i wyglądała jak kalka starych kiczowatych seriali made in USA. Sam styl autora pozostawia wiele do życzenia: zarówno opisy, jak i dialogi są sztywne i widać w nich brak umiejętności Graczykowskiego do wyrażania swych myśli. Niby wszystko wpisuje się w konwencję powieści, ale wykonanie kuleje, i to bardzo: brakuje lekkości pióra, charakterystycznej dla twórców bardziej doświadczonych (czy też bardziej wymęczonych przez redaktorów i korektę), i chyba po prostu bardziej utalentowanych. 

Ktoś może stwierdzić, że debiutantów powinno się wspierać i motywować do dalszej pracy. A ja powiem tak: jeśli Tomasz Graczykowski chce napisać coś dobrego, musi popracować i to sporo, zwłaszcza nad swoim warsztatem. A i nad tematyką bym się poważniej zastanowiła: amerykańskie miasteczka są już passe i nie wróżę im spektakularnego powrotu do łask. Aczkolwiek to tylko wyjątkowo subiektywna ocena waszej skromnej recenzentki.