Tytuł: Wrzawa śmiertelnych
Autor: Eric Nylund
Cykl Wydawniczy: Wrzawa śmiertelnych t.1
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Data wydania: 29. 05. 2012
Ilość stron: 888
Moja ocena: 3/6
Wkraczanie w dorosłe życie nie jest
łatwym zadaniem. Zazwyczaj proces ten wiąże się z nieuniknionym końcem
dziecięcych marzeń, często też przebiega dość burzliwie: młody człowiek w
krótkim czasie zostaje postawiony przed całkowicie nowym dla niego światem,
pełnym nieprzewidzianych przeszkód. O ile dla normalnych dzieci problemy
dorosłości wiążą się raczej z koniecznością przyjęcia odpowiedzialności za swoje
czyny lub przymusem pracy zarobkowej niezbędnej do utrzymania się w świecie
dorosłych, o tyle sprawa staje się bardziej skomplikowana, gdy pozornie
normalne dziecko jest kimś posiadającym nadprzyrodzone moce. Element inicjacji
towarzyszy ludzkości od zarania dziejów, dotycząc zarówno sfery duchowej jak i
typowo fizycznych wyzwań. I to na inicjacji, mającej sprawdzić przydatność
poszczególnych jednostek w świecie dorosłych, oraz zadaniom z nią związanych,
skupia się Eric Nylund w swej nowej
książce Wrzawa śmiertelnych, wydanej nakładem wydawnictwa Prószyński i
S-ka.
Fiona i Eliot uważają się za przeciętnych
nastolatków, choć warunki, w których żyją dalece odbiegają od normalności:
bliźnięta nie znają swoich rodziców, ponoć tragicznie zmarłych wiele lat temu,
dlatego też mieszkają z prababcią Cecilią i babcią Audrey. O ile ta pierwsza
jawi się jako ciepła i całkowicie pozbawiona zdolności kucharskich staruszka,
tak ta druga to typowa „frau Audrey”: apodyktyczna, chłodna i lubująca się w
wymyślaniu coraz to nowych zakazów. Tuż przed piętnastymi urodzinami rodzeństwa
ustanowionych przez babcię zasad jest 106, a obejmują one między innymi zakaz
słuchania i tworzenia wszelakiej muzyki, korzystania z kupnych produktów
kosmetycznych, czytania książek zawierających elementy
mitologiczno-fantastyczne, czy w końcu zakaz używania telefonu/Internetu lub
telewizji. Fiona i Eliot nie uczęszczają do normalnej szkoły, a jedyny kontakt
z ludźmi mają podczas codziennej pracy w pizzerii, mającej według ich babci
kształtować ich charakter. Nie znając innego życia, młodzi ludzie zbytnio się
nie buntują, snując czasem czcze marzenia na temat zwykłej szkoły czy spotkań z
rówieśnikami, jednakże wraz z ich piętnastymi urodzinami wszystko drastycznie się
zmienia. Dziedzictwo dzieci nieoczekiwanie daje o sobie znać, wystawiając tym
samym ich życie na wielkie niebezpieczeństwo, gdyż bliźnięta okazują się być
owocem niespotykanego na skalę światową mezaliansu między dwiema odwiecznymi
siłami zła i dobra. Od tej pory rozpoczyna się czas prób, mających na celu
określenie ich przynależności do którejś ze stron konfliktu. Sprawa okazuje się jednak bardziej
skomplikowana niż by się wydawało, ponieważ nieodpowiedni wynik prób może
okazać się dla nich wyrokiem śmierci, a także, zupełnie nieświadomie, mogą oni
stać się potężną bronią w chwilowo zawieszonym konflikcie dwóch potężnych
frakcji.
Wrzawa śmiertelnych pełna jest zagadek dotyczących
zarówno przeszłości głównych bohaterów, jak i motywów kierujących działaniem
poszczególnych członków organizacji „tych dobrych” i „tych złych”. Obie strony
konfliktu usilnie próbują albo przeciągnąć bliźnięta na swoją stronę, albo
doprowadzić do sytuacji, w której dzieci zostaną zgładzone. Nawet przyjazne
naszym protagonistom moce nie są do końca jednoznacznie określone, a ich
działania można określić jako finta wewnątrz finty w fincie, czyli nadzwyczaj
skomplikowane manewry, spiski i knowania polityczne, w których prawdziwy cel
bywa zupełnie odmienny od tego, co pozornie pragną osiągnąć. Przez niemal 900
stron powieści niemożliwym jest konkretne określenie tego, która strona
barykady jest rzeczywiście wroga Fionie i Eliotowi. I ta niepewność oraz
zakłamanie bohaterów drugo i trzecioplanowych stanowią najmocniejszą stronę
powieści Erica Nylunda. Jednak
intrygi i dwulicowość spotykanych przez bliźniaków bóstw nie są w stanie
zapełnić tak rozwlekłej powieści. Siłą rzeczy znajdziemy tutaj kilka
nieścisłości, o których warto wspomnieć.
Po pierwsze, samo rodzeństwo
początkowo jawi się nam jako mało realne. Owszem, brak podstawowej wiedzy na
temat rzeczywistości otaczającej Erica i jego siostrę można tłumaczyć szczelnym
kokonem, jakim otoczyła ich babcia Audrey, jednak brak wyraźnego buntu u
czternastolatków jest już czymś nieco przesadzonym. Ciężko uwierzyć w fakt, że
młodzi ludzie znoszą upokorzenia związane z archaicznym ubiorem i niejadalnym
jedzeniem tylko i wyłącznie po to, by nie zranić uczuć prababci lub nie
wykonują jakichkolwiek kroków, by więcej niż choć odrobinę naciągnąć narzucone im
zasady. Drobne przewinienie w postaci komunikowania się poprzez kratkę
wentylacyjną pasuje raczej do ośmiolatków niż do osób zaczynających piętnasty
rok życia. Po drugie, same relacje w obu odłamach rodziny bywają aż do bólu
dziecinne. Jakoś ciężko dać wiarę nieśmiertelnym, którzy mając podobno
niezwykłe moce, zachowują się jak, nie przymierzając, dzieciaki, którym ktoś
pragnie odebrać zabawkę. Wewnętrzne intrygi zakrawają na śmieszność, zwłaszcza
że ograniczane są przez określone w dawnych mitologiach zalety i przywary
konkretnych bóstw. Czymś niepojętym
zdaje się fakt, że persony egzystujące setki, a nawet tysiące lat nie uświadczyły
nawet najmniejszej ewolucji w sferze charakteru czy emocji. We Wrzawie
śmiertelnych klasyczni bogowie przedstawieni są nam w sposób iście
akademicki, są praktycznie odrysowani wedle ogólnie przyjętego schematu, a
przez to całkowicie nierealni. Ich moce, ograniczane przez pewien starożytny
pakt, przypominają raczej sztuczki ulicznego magika niż zdolności kogoś
potężniejszego od zwykłych śmiertelnych.
Finał książki Erica Nylunda rozczarowuje
najbardziej: będąc zapowiedzią kolejnej części przygód nietypowego rodzeństwa jest
niczym innym, jak klasycznie otwartą furtką do typowo potterowskich przygód. Co
więcej, zakończenie, mające ścisły początek w pierwszych rozdziałach książki,
nie wyjaśnia wiele i zdaje się być fantem przypadkowo wrzuconym do loterii
pełnej schematycznych niespodzianek. Być może można by było to wszystko
przełknąć bez większego problemu, gdyby nie fakt, że autor rozciągnął akcję na
niebotyczną ilość stron, bezsensownie rozwijając wątki całkowicie zbędne, a
także rozciągając w nieskończoność i okraszając miliardami niepotrzebnych
szczegółów wątki kluczowe. Wrzawa śmiertelnych z powodzeniem
mogłaby zamknąć się w 300-400 stronach, nie tracąc przy tym na podstawowym
przesłaniu i, co najważniejsze, nie zaśmiecając umysłu czytelnika zbytecznymi
dygresjami, które zamiast wzbogacać fabułę, rozwlekały ją niemiłosiernie.
Recenzja napisana dla portalu:
Za możliwość przeczytania i zrecenzowania książki dziękuję panu Marcinowi Zwierzchowskiemu z wydawnictwa