10 lut 2012

"Brisingr" Christopher Paolini


Tytuł: Brisingr
Autor: Christopher Paolini
Wydawnictwo: MAG
Cykl wydawniczy: Dziedzictwo t.3
Data wydania: 21.11.2008
Ilość stron: 624
Moja ocena: 3/6

Kilka lat temu w świecie młodzieżowej literatury fantasy zawrzało. Nieznany nikomu nastolatek napisał oraz wydał książkę, która szturmem zdobyła serca czytelników i doczekała się w miarę udanej ekranizacji. Eragon i jego smoczyca Saphira na stałe wpisali się do kanonu bohaterów fantastycznych zapadających w pamięć i rozpoznawanych nawet wśród ludzi niegustujących w tematyce elfów, smoków, walk z odwiecznym złem. W ciągu trzech lat Christopher Paolini wydał dwie kolejne części przygód młodego Smoczego Jeźdźca i początkowo Brisingr miał być zwieńczeniem trylogii, lecz jak twierdzi sam autor - historia rozrosła się do tego stopnia, że zmuszony był ostatnią część rozbić na dwa tomy. Tym sposobem trzecia część przygód młodocianej nadziei Vardenów stała się, mimo swej objętości, nudnym i patetycznym wprowadzeniem do rozwiązania całej opowieści.


Poprzednie dwa tomy, o ile przymknęło się oko na wtórność świata i jego elementów, niosły w sobie swoistą świeżość. Prosta i przyjemna historia, spisana przez młodego człowieka o nikłym doświadczeniu życiowym, wciąga bez reszty i pozwala na kilka godzin niezobowiązującego relaksu. W Brisingrze można zauważyć, że autor nieco zmienił koncepcję swojej powieści, postanawiając dostarczyć swoim czytelnikom, zamiast rozrywki, sporej dawki prawienia o moralności, odpowiedzialności i ogólnie przyjętym dobrze. Eragonem co chwilę targają wątpliwości, na ile słuszne jest zabijanie, nawet jeśli jest niezbędne, by powstrzymać złego do szpiku kości Galbatorixa. O ile rozterki te były zrozumiałe u początkującego Smoczego Jeźdźca, tak u coraz potężniejszego wojownika zdają się być nie na miejscu i zamiast świadczyć o jego wewnętrznej dojrzałości sprawiają wrażenie nazbyt wydumanych i najzwyczajniej w świecie na siłę wtłoczonych w karty powieści.

Swoją drogą, nie dziwię się temu zabiegowi. Paolini zbyt szybko z prostego chłopaka stworzył nad wyraz potężnego bohatera i by fabuła nie ograniczała się tylko do kolejnych zwycięskich walk, musiał zastosować któryś z powszechnych „zapełniaczy”, z jakimi spotykamy się często w innych, nie tylko fantastycznych powieściach. Cóż więc może zrobić autor, by w swoim mniemaniu wzbogacić pisaną przez siebie książkę?
Może na przykład rozbudować któregoś z bohaterów drugoplanowych, nadać mu większe znaczenie dla całej historii – mamy więc w Brisingrze mocno zarysowany wątek Rorana, kuzyna Eragona, który podobnie do Smoczego Jeźdźca przechodzi wewnętrzną przemianę i z niepozornego chłopca staje się nagle pretendentem do stanowiska jednego z dowódców Vardeńskich wojsk. Co prawda już w Najstarszym Roran zaczął stawać się bohaterem znaczącym, lecz w trzecim tomie jego postać w dość niespodziewany i momentami nierealny sposób okazała się istotna dla powodzenia misji przeciwników Galbatorixa. Mało który wojownik pokonałby w pojedynkę, bez użycia magii, prawie dwustu wrogów samemu nie doznając poważniejszego uszczerbku na zdrowiu, ale pewna nadludzkość jest powszechną cechą bohaterów serii Dziedzictwo.

Wyjątkowo ucieszyło mnie dokładniejsze przedstawienie smoków, ich tajemnic i podejścia do rzeczywistości. Ciekawym zabiegiem okazało się dość udane opisanie sposobu myślenia owych stworzeń – autor zrobił to bardzo plastycznie i momentami można było się naprawdę wczuć w smocze postrzeganie i określanie świata. Na światło dzienne wyszło kilka może nie zaskakujących, ale zgrabnie i w odpowiednim momencie ujawnionych sekretów najstarszej rasy świata. Szkoda tylko, że Paolini nie wpadł na ten pomysł podczas pisania wcześniejszych tomów, jednak w myśl zasady „lepiej później niż wcale” przymknęłam oko i na tę niedogodność.

Jednak opisy walk, przemyślenia głównych bohaterów i zmiana diety Eragona nie wystarczą, by zapełnić ponad 600 stron powieści, dlatego też Brisingr zawiera w sobie dużo polityki. Zarówno wśród Vardenów, jak i krasnoludów toczą się wewnętrzne spory, w których rozwiązaniu niejednokrotnie niezbędny jest (jakżeby mogło być inaczej…) niezastąpiony Smoczy Jeździec. Już sama jego obecność zdaje się mieć wpływ na decyzje podejmowane przez przedstawicieli różnych ras, choć ponownie nie mogłam pozbyć się wrażenia, że wszystkie te sytuacje są rozbudowane na siłę. Zdaję sobie sprawę, że wątków politycznych nie da się całkowicie uniknąć, lecz naiwność zachowań przywódców bywała czasem aż nazbyt rażąca, zwłaszcza gdy weźmie się pod uwagę niezaprzeczalną wagę ich decyzji.

I tutaj właśnie tkwi największy mankament trzeciego tomu przygód Eragona – jak już wspomniałam, autor porzucił lekki i przystępny styl, kosztem coraz dłuższych nużących opisów i do bólu patetycznego języka. Kompletnie nie współgra to ani z poziomem wypowiedzi konkretnych postaci, ani z prostą i przewidywalną treścią książki. Co więcej, mając na uwadze ciągle młody wiek Paoliniego, nie sposób powstrzymać się od ironicznego prychnięcia przy każdej kolejnej „wielce dojrzałej mądrości”, jaką autor usiłuje wtłoczyć czytelnikowi w co drugim akapicie. Książkę z powodzeniem można by skrócić o połowę, nie ujmując niczego fabule, za to dodając jej nieco więcej tempa i realności.

Jako samodzielna powieść Brisingr nie zachwyca niemal niczym, jest idealnym przykładem przerostu formy nad treścią i pisania dla uzyskania większej objętości. Komercja pochwyciła Paoliniego w swoje szpony, odbierając tym samym czytelnikowi to, co jest najważniejsze w czytaniu - przyjemność z zagłębiania się w niebanalnych historiach. Mam nadzieję, że zakończenie Dziedzictwa okaże się choć odrobinę mniej przegadane, gdyż mimo wszystko historia Eragona i jego pięknej smoczycy potrafi wciągnąć, a Brisingra traktuję po prostu jako wstęp do zakończenia, który wymknął się autorowi spod kontroli. Jeśli jednak polubiliście świat wykreowany przez Paoliniego, to z pewnością podobnie do mnie przymkniecie oko na liczne dłużyzny i przeczytacie Brisingra choćby po to, by z czystym sumieniem sięgnąć po kolejny tom.

Moja ocena: 3/6




Recenzja napisana dla portalu: