27 wrz 2011

Robert J. Szmidt: "Apokalipsa Według Pana Jana" - czyli postapo po polsku

Na świecie zawrzało. I to porządnie - w ruch poszły bomby atomowe, zbliża się czas chaosu. Polskie władze postanawiają wykorzystać okazję i odzyskać dawne polskie ziemie, należące obecnie do Ukrainy. Plan był prosty, zwłaszcza że Ukraińcy mieli mieć jedynie kilka głowic jądrowych i pewnym było, że nie odważą się ich użyć. Jednak, jak to zazwyczaj bywa gdy polska władza coś zadecyduje - plan nie wypalił. Ukraińskie głowice okazały się nieco mocniejsze, a polska agresja i odpowiedź na nią wywołały istną pożogę.
W dwa lata po wojnie z tajnej bazy umieszczonej w masywie Ślęży wyrusza oddział mający na celu sprawdzenie, jak wiele pozostało z dawnej cywilizacji. Widok nie napawa optymizmem - wypalone połacie lasu i wszechobecna pustka. Czy aby jednak na pewno? Po dotarciu ekspedycji do Wrocławia okazuje się, że niektórzy przeżyli wojnę, a w świecie zniszczonym przez wojnę tajemniczy "Pan Jan" widzi świetną okazję do odbudowania potęgi dawnej Polski. Nie ma on litości dla tych, którzy nie podzielają jego wizji - nawet jeśli są to jego rodacy. Stosuje wobec nich lekko zmodyfikowany kodeks Hammurabiego, w którym karą jest śmierć niemalże za każde wykroczenie.  Czy plan Pana Jana się powiedzie? Czy jest też on po prostu nieszkodliwym szaleńcem, którego ocalałe siły wojskowe szybko zneutralizują?


Z pełną odpowiedzialnością stwierdzam - książka Szmidta jest świetnym kawałkiem literatury postapokaliptycznej! Napisana przystępnym językiem nie nuży nawet w momencie opisywania spraw taktycznych, a przedwojenna notka o Andrzeju Gołocie sprawiła, że parsknęłam śmiechem. Dużym plusem "Apokalipsy..." jest to, że jej akcja osadzona jest w Polsce, w miejscowościach które znamy i wiemy gdzie dokładnie się znajdują. Pomaga to orientować się w przebiegu działań wojsk a także nadają całej historii trochę swojskości. Na dodatek Szmidt bardzo sprawnie opisuje nam przyczyny i skutki ostatniej wojny światowej, serwując jednak jedynie tyle, ile jest konieczne, bez niepotrzebnych szczegółów.
Czystą przyjemnością była dla mnie ta lektura. Nie od dziś wiem, ze Polacy dobrze sobie radzą z taką tematyką (znacie "Neuroshimę"?), a prócz tego taka walka o przetrwanie w niegościnnym świecie zawsze mnie wciągała, dlatego też z żalem przeczytałam ostatnie zdanie tej książki. Pierwszą moją przygodę z panem Szmidtem uważam za nad wyraz udaną :)

A teraz małe pytanie: wiem, że inny polski autor poruszył kiedyś podobną kwestię: świat po zagładzie, tajna baza i misja rozpoznawcza, w której biorą udział dość młodzi ludzie. O ile dobrze pamiętam to było chyba jakieś opowiadanie, ale za żadne skarby nie mogę sobie przypomnieć ani tytułu, ani autora. Kojarzy ktoś?

Pozdrawiam serdecznie :)


Moja ocena: 5/6