"Tern" Nika Pierumowa to moje pierwsze spotkanie z tym rosyjskim pisarzem. Jego nazwisko obiło mi się o uszy podczas rozmowy o Tolkienie, ale jeszcze nie miałam okazji czytać trylogii "Pierścienia Mroku", ale mam to w planach.
Wracając jednak do "Terna"....
Tern to imię głównego bohatera, dhussa, który twierdzi że wcale dhussem nie jest. Poznajemy go w momencie gdy staje on na drodze sidchy Neiss, która z kolei uciekła Gończej Nekropolis Stein. Obie panie mają wobec siebie mordercze zapędy, ale Ternowi dzięki swoistemu urokowi osobistemu (a także zdolnościom magiczno-bojowym) udaje się je zaciągnąć do jednej drużyny. W międzyczasie do trójki dołącza demon Krojon i alchemik Ksarbirus. W ramach wyjaśnienia: sidcha to swoistego rodzaju elf, Gończa to morderca na zlecenie napędzany mrocznymi eliksirami Nekropolis, demon jest poetą, malarzem i artystą o czasem nieco zbyt dużych zapędach krasomówczych, a alchemik jak to alchemik - jest przemądrzały i zawsze pewien swoich racji.
Tych jakże różnych (ale przyznajcie sami, że trochę szablonowych bohaterów) łączy nasz tytułowy bohater, o którym tak naprawdę przez całą lekturę dowiadujemy się bardzo niewiele. Jest on zagadką nie tylko dla czytelnika, ale także dla swoich towarzyszy podróży, jego umiejętności zadziwiają nawet uczonego Ksarbirusa. Jedno tyko jest pewne Tern chce zatrzymać Zgniliznę, przekleństwo które dziesiątkuje ludność Świata Siedmiu Zwierząt i nikt nie wie, skąd się ona wzięła.
Pierumow stworzył bardzo ciekawy i dopracowany świat oparty na klasycznych zasadach fantasy: mamy tutaj rasy zbliżone do znanych nam trolli, elfów, mamy władców śmierci w Nekropolis, mamy bramy do innych wymiarów, mamy też stare bóstwa które odeszły i zostały zastąpione przez nowe. Mimo że elementy te są znane nam dobrze Nik przedstawia je nam w swój własny, szczegółowy sposób, splata sprawnie wątki i nie szczędzi magii w całej historii.
Mimo to książka ta bywa czasem nieco zbyt.. klasyczna. Podczas czytania czułam się tak, jakbym brała udział w sesji rpg opartej na questach mających na celu doprowadzenie nas do zakończenia misji. I choć przygody grupy bohaterów nie są nudne, to gdzieś w połowie lektury męczyć zaczynała mnie tendencja "wędrówka-bitwa-wędrówka"... Pierumow chwilami sili się też na elementy humorystyczne, ale i to mnie jakoś nie "chwyciło" - poczciwy demon jest motywem może nieoklepanym, ale dość przewidywalnym.
I ostatnia rzecz którą mogę zarzucić "Ternowi" to nierozwiązane zagadki - cały czas czekałam, aż autor choć trochę uchyli płaszcz tajemniczości, jakim owiany jest tytułowy bohater, ale niestety mój głód informacji nie został zaspokojony. Wiem, że w pierwszej części większej serii nie można od razu ujawniać wszystkiego (jak to na przykład robił Paolini w swoich książkach), ale litość boską! Przecież w powieści liczącej pięćset stron nie można cały czas zwodzić czytelnika, bo co mniej wytrwały może później nie sięgnąć po część następną. Ja sięgnę na pewno, zainteresowała mnie ta historia i ten świat, i mam też nadzieję że w drugim tomie dowiem się czegoś więcej o "czcigodnym dhussie" :)
Jeszcze tylko małe słówko na temat wydania: okładka jest magiczna, choć nijak się ma do treści. Ilość stron natomiast powodowała, że bałam się bardziej rozchylić stronice, by nie dopuścić do rozerwania książki. Trafiło się też kilka literówek, ale te na szczęście nie były jakoś szczególnie rażące.
Podsumowując: książkę jak najbardziej polecam wytrwałym czytelnikom lubującym się w tajemnicach, rozbudowanych światach i klasycznym fantasy.
Za możliwość przeczytania tej książki dziękuję Pablo - paczka "pożyczajka" już niedługo do Ciebie wróci :)
Moja ocena: 4/6